Złota dzielnica straciła swój blask dla sprzedawców detalicznych

Złota dzielnica straciła swój blask dla sprzedawców detalicznych

[ad_1]

Tjego jest pora roku, kiedy detaliści zwykle zaczynają się ekscytować. Odszedł lato od letzonu, a nareszcie uwaga może zwrócić się w stronę tradycyjnej świątecznej bonanzy.

Ale "złota dzielnica", jak te trzy miesiące są znane, szybko traci swój blask. Nadal jest to okazja do wielkiego nacisku na sprzedaż, wciąż w okresie, gdy dzwonią kasę i tworzą się kolejki. Jednak tam, gdzie kiedyś, zwiastowało to wzrost zysków, teraz chodzi o zgrabianie na tyle, by powstrzymać kolejną rundę ponurych wyników, a jeszcze więcej zamykania sklepów. Krótko mówiąc, w tym roku nadchodzący sezon będzie okazją do pozostania przy życiu, a nie luksusowego okresu świetnych 12 miesięcy.

Już od 2018 r. Omeny nie są obiecujące. Nieprodukty, moda, zwłaszcza sklepy, boją się tego, co nadchodzi. Spacer wzdłuż każdej ulicy handlowej ujawnia surową prawdę: tony zasobów, z których większość jest taka sama lub bardzo podobna; i, co najważniejsze, niewystarczające osoby. I tam, gdzie jest ruch pieszy, wędrują wokół, nie wydając pieniędzy.

Spojrzenie na ich ubranie ilustruje część tegorocznej emisji. Na dużych obszarach kraju ludzie wciąż noszą letnie ubrania, a przynajmniej lata, z cienką warstwą na wierzchu. To, czego nie robią, to zwracanie się do wełnistych swetrów, płaszczy i butów. I, co najważniejsze, też ich nie kupują.

Ciągłe ciepło pogoda w niektórych regionach to ostatnia rzecz, której potrzebują ciężkie łańcuchy. To był zły rok dla sklepów, pod względem pogodowym. The Bestia ze Wschodu zmiecione, przynoszące nietypowo niskie temperatury. Potem przyszedł miesiąc nieubłaganego upału. Teraz późny letni wybuch.

Ostatni październik był jesienny, a cieplejsze ubrania zsunęły się z szyn. Do tej pory w tym roku tak się nie stało – więc spodziewam się trochę przygnębiających podobnych do-podobnych.

Poza pogodą, detaliści walczą z konsumentem, który jest ostrożny i przyjął odporną postawę przeciwko oszczędnościom i Brexitowi.

Konsumenci również zostali dotknięci inflacją. Osłabienie funta spowodowało wzrost cen, a średnie płace pozostały mniej lub bardziej płaskie, co doprowadziło do ograniczenia wydatków gospodarstw domowych.

Wszystko wydaje się być walką o sprzedaż. W żywności, gdzie push zniżki trwa. Więc Tesco ma uruchomił Jacka, które mogą walczyć o usunięcie Aldi i Lidl, dominujące dyskonty ze wszystkimi najlepszymi stronami, które chcą zszyć już dawno temu, i mogą skończyć na kanibalizowaniu własnych sklepów Tesco.

W ubraniach iw dużych przedmiotach biletowych, gdzie nawet potężni John lewis był cierpienie.

Tymczasem, moce online na przodzie. W ubiegłym roku sprzedaż internetowa stanowiła 17% całkowitej sprzedaży. W tym roku oczekuje się, że proporcja ta wzrośnie do 24 procent lub prawie o jedną czwartą. Domy towarowe w szczególności biorą na siebie ciężar tej zmiany.

70 000

Liczba najciekawszych miejsc pracy powinna zniknąć w tym roku

Ostatecznie wszystko to oznacza więcej pustych sklepów. Z 500 000 sklepów w Wielkiej Brytanii, około 50 000 lub 10 procent, jest zamkniętych. Matthew Hopkinson, analityk nieruchomości i współautor niezależnego badania, Grimsey Review 2, szacuje, że "może wzrosnąć do 100 000 w ciągu dekady, jeśli obecne trendy będą się utrzymywać". Tylko w tym roku, mówi Grimsey Review 2, zniknie prawie 70 000 miejscówek.

Bill Grimsey, były dyrektor generalny Wickes i Islandii, który pierwszy raz spojrzał na kryzys, przed którym stoją nasze ulice w raporcie z 2013 r., Nie ma wątpliwości: "Nie ma sensu trzymać się sentymentalnej wizji przeszłości. Musimy zaakceptować, że w Wielkiej Brytanii jest już zbyt dużo powierzchni handlowej, a sprzedaż detaliczna cegieł i zapraw nie może być już kotwicą dla prężnie rozwijających się ulic i centrów miast. "

Grupy, które rosły jak szalone, otwierając outlet po wyjściu, przechodząc do mniej oszczędnych centrów, teraz muszą się wycofać.

Ale nawet w bardziej zamożnych miejscach pojawiają się znaki "zamknięcia". Tam też jest zbyt wiele sklepów. Pewien właściciel w Cambridge powiedział swojemu lokatorowi: "Nie wiemy już, jak wycenić czynsze detaliczne – powiedz nam, co powinieneś zapłacić, a zobaczymy, czy możemy to zrobić." Ten lokator ma nadzieję wydobyć bez czynszu okres, a także redukcję.

Nie wszyscy właściciele ziemscy są tak łagodni i nie są przygotowani na elastyczność. Jest to wskazywane przez sprzedawców jako kluczowy czynnik ich słabości: przeglądy wynajmu tylko do góry. Połącz rosnące czynsze z ciągle rosnącymi stawkami biznesowymi, ponieważ rady muszą próbować związać koniec z końcem, a ciężar staje się toksyczny. Uwzględnij także wymóg osiągnięcia krajowej płacy minimalnej plus jeszcze bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące zatrudnienia i stale rosnące opłaty parkingowe dla rady miejskiej, a to wszystko za dużo.

Mówią słusznie, że ich rywale online są od tego odporni. Oczywiste jest, że coś musi dać, że sprzedawcy internetowi muszą być opodatkowani, aby zacząć przynajmniej wyrównać brak równowagi między nimi a sklepami z cegłami i zaprawami.

Remont systemu stawek biznesowych i embargo na nowe centra handlowe poza miastem pomogłyby również naszym ulicom handlowym.

Ale problemy sięgają znacznie głębiej. Wiele sklepów się zamknęło i nie wracają. Musimy pilnie popatrzeć na to, aby na nowo odkrywać nasze ulice, uczynić je bardziej podobnymi do węzłów społeczności, ze sztuką i zapleczem kulturalnym, a także znaleźć alternatywne sposoby wykorzystania opuszczonych sklepów, aby przekształcić je w rozrywkę, rozrywkę i biura.

Wszystko to na przyszłość – chociaż rząd i rady powinny działać teraz. Oczywiście, jest za późno dla detalistów, którzy wchodzą do tak zwanej złotej dzielnicy. Zmiana musi nadejść. Ich celem musi być nadal stojąc, kiedy to robi.

Chris Blackhurst jest byłym redaktorem The Independent i dyrektorem C | T | F Partners, kampanii i strategicznej firmy doradztwa komunikacyjnego

Wspieraj wolne dziennikarstwo i zasubskrybuj Independent Minds

.

[ad_2]

Source link