Wenezuelski migrant, który śpiewa o napiwki, zostaje zastrzelony po sławie po przypadkowym spotkaniu

Wenezuelski migrant, który śpiewa o napiwki, zostaje zastrzelony po sławie po przypadkowym spotkaniu


BOGOTA (Reuters) – Kiedy meksykańska piosenkarka Mario Domm usłyszała wenezuelskiego migranta nucącego własną pieśń Domma w zamian za monety przed restauracją w Bogocie w Kolumbii, poruszony potężnym głosem młodego człowieka wzruszył go do łez.

Teraz Domm pomaga piosenkarzowi, 22-letniemu Aleksandrowi Beji, realizować swoje marzenie o sławie muzycznej.

Beja jest jednym z 1,4 miliona Wenezuelczyków żyjących obecnie w Kolumbii po ucieczce przed głębokim kryzysem politycznym i gospodarczym w ich ojczyźnie, który spowodował długotrwałe niedobory żywności i leków.

Młody piosenkarz przybył do Kolumbii w zeszłym roku i zaczął regularnie śpiewać na ulicach północnej Bogoty, w nadziei na zarobienie jak najwięcej pieniędzy.

W zeszłym miesiącu, kiedy podsłuchał go Domm, Beja śpiewał piosenkę „Wenezuela”.

„Miał głos jak bazooka” – powiedział Domm, który założył popową grupę Camila w 2005 roku. „Musi go użyć”.

Domm kupił Beji telefon komórkowy, a teraz oboje rozmawiają codziennie, by koordynować planowaną wrześniową wizytę Beji w Meksyku, gdzie ma nagrać duet z Dommem.

„To wtedy moje życie podzieliło się na pół” – powiedziała Beja, która przez kilka tygodni jeździła autobusami, aby dotrzeć do Bogoty ze swojego rodzinnego miasta Maracay, w pobliżu karaibskiego wybrzeża Wenezueli. Ponownie spotkał się w Kolumbii z dwoma braćmi.

„Szczerze mówiąc, mogę tylko powiedzieć, że istniał związek. Myślę, że moim talentem, bardziej niż śpiewaniem, jest łączenie się z ludźmi, przekazywanie tego, co czuję, i tak właśnie się stało – powiedziała Beja, siedząc w salonie małego mieszkania, które dzieli ze swoimi braćmi w Soacha na obrzeżach Bogoty.

„Płakał, a ja płakałem”.

Podczas gdy czeka na wizę meksykańską, Beja nadal śpiewa a cappella przed restauracjami w stonowanych częściach stolicy Kolumbii, gdzie wdzięczni klienci wpłacają do kapelusza monety i małe rachunki.

Beja zarabia około 15 dolarów dziennie na śpiewaniu. Jeden z jego braci pracuje w restauracji, a drugi jako fotograf.

Pomimo obecnych trudności Beja jest przekonany, że może osiągnąć sławę muzyczną z pomocą Domma.

W międzyczasie, przygotowując się do kolejnego dnia śpiewu, zachęca swoich rodaków, aby utrzymywali swoje podbródki.

„Nie poddawaj się – zawsze jest najciemniej przed świtem”.

Sprawozdania: Luis Jaime Acosta; Pisanie: Julia Symmes Cobb; Redakcja Tom Brown

.



Source link