Recenzja albumu Little Mix, LM5: gorączkowa płyta grupy pop, która stara się potwierdzić swoją tożsamość

Recenzja albumu Little Mix, LM5: gorączkowa płyta grupy pop, która stara się potwierdzić swoją tożsamość



Kiedy ostre dziewczyny ponownie zjednoczył się w zeszłym tygodniu i natychmiast wezwał nas wszystkich do "spotkania" i wspierania Theresy May, było to wyraźne przypomnienie niedociągnięć lat dziewięćdziesiątych "siła dziewczyn"- koncepcja wymyślona po to, by sprzedawać rekordy jako pierwsza i wprowadzić faktyczną zmianę na drugim miejscu.

Na ich nowym albumie LM5, płycie pełnej wiadomości o emancypacji i samoakceptacji, Mały mix przynajmniej próbujcie dać nam coś więcej niż mgliste truizmy. Niestety nie radzą sobie z tym.

"Człowieku, czuję się jak Kleopatra, Joanna d'Arc, Królowa Kier, tak," grupa dziewcząt śpiewa w czteroczęściowej harmonii, w swoim hymnie samozwańczym "Joanna d'Arc". Oni, jak mówią, mówią o "tej feministycznej końcówce" – ale biorąc pod uwagę, że Cleopatra się zabiła, Joan of Arc została spalona na stosie, a Królowa Kier była fikcyjnym tyranem, który zamawiał obfite obcinanie, nie jestem pewien, czy naprawdę myślałem o całej sprawie.

Piąty album brytyjskiego kwartetu pojawia się w nieco mrocznych okolicznościach. Na kilka dni przed premierą ogłoszono, że zespół – który po raz pierwszy odnalazł sławę po zwycięstwie w The X Factor w 2011 roku – oddzielił się od swojej wytwórni Syco. Kiedy dotarły do ​​nich wiadomości, nie marnowały czasu na krytykowanie wytwórni Simon Cowell. "Poszliśmy na imprezę radiową w Ameryce, pełną VIP-ów", powiedziała Jade Thirwall. "Ktoś z wytwórni powiedział:" Idź i flirtuj z tymi wszystkimi ważnymi ludźmi. "Byłem jak:" F *** off. Dlaczego muszę wejść i flirtować, żeby dostać moją piosenkę w radiu? "

Przypomnieli też, że powiedziano im, że powinni skupiać się na śpiewaniu piosenek, a nie pisaniu ich. "Zdaliśmy sobie sprawę, że my – jako kobiety – musimy pracować dziesięć razy ciężko", powiedzieli, "co jest naprawdę krwawe irytujące, ponieważ piszemy piosenki".

Rzeczywiście, Little Mix ma wspólny udział w pisaniu, podobnie jak inne Ed Sheeran i Jess Glynne, na prawie każdym utworze na rozległym LM5 – album, który przeskakuje pomiędzy gatunkami z prędkością wywołującą biczowanie. Jest synkopowany reggaeton "Woman Like Me", minimalistyczna tropikalna odmiana "Think About Us" i kołysząca się bolero "American Boy". W punktach całość zaczyna wydawać się nieco pochodna – "Joanna d'Arc" niesamowicie przypomina, ale jest szczerze gorsza od "Czucia się" Beyonce.

Jednak wciąż warto trzymać się klejnotów. Niezwykle dziwaczny "Wasabi" przechodzi z Peaches-esque punk na Noughties R & B, ale jakoś wisi doskonale. "The Cure" ma urzekające syntezatory i bomboodporną melodię, podczas gdy "Strip", w którym rozbrzmiewa dźwięk przypominający obcasy deptane korytarzem, jest banalną, ale chwytliwą odą do akceptacji samego siebie.

"Told You So", w międzyczasie, jest głębokim, uspokajającym oddechem na dość gorączkowym albumie. W reżyserii przyjaciela, który został pomieszany, pokazuje niższą kluczową cechę kobiecego pokrewieństwa: "Możemy włączyć czajnik, mówić o tym, że to nie on / ja ci mówiłem, ale nigdy nie powiem, że ci powiedziałem "Jasne, wibracje z siostrzanymi są podcięte na utworach takich jak" Motywuj ", dzięki takim linijkom jak:" Motywuje mnie, motywuje mnie / Tak, kiedy jest ze mną, sukinsyny mnie nienawidzą, "… ale żebracy nie mogą być wybrani.

Ostatecznie, pomimo kilku wysokich punktów, LM5 jest tak rozproszony, zarówno pod względem tematycznym, jak i muzycznym, że trudno go znaleźć. Jak bardzo chcą podkreślić, Little Mix może i robi, pisze swój własny materiał – ale z aż 13 autorami piosenek w danej tu pieśni, ich własna tożsamość gubi się w błocie.

.



Source link