Niekończący się optymizm Tottenhamu znów się opłaca w obliczu przeciwności Ligi Mistrzów

Niekończący się optymizm Tottenhamu znów się opłaca w obliczu przeciwności Ligi Mistrzów



Wembley błyszczał pod białymi światłami: nie nowością, ale wilgotnością: cienką warstwą deszczu i napięcia. Powyżej wstążka pustych czerwonych krzeseł w górnym rzędzie zdawała się dźwigać tyle samo rany, co 57.000 ludzi, którzy byli zajęci. Można to nazwać dwu trzecią pełną Wembley, albo trzecią pustą, w zależności od twojej perspektywy.

Zwykle widziałeś cały łuk z góry Wembley Way. Teraz widać tylko jego środek, resztę zasłaniają baterie dźwigów i wysokich budynków mieszkalnych, a także nowe, ciekawe możliwości inwestycyjne, wkraczające na stadion i jego przestrzeń jak armia. Czuje się klaustrofobicznie i odludnie naraz: jak stadion, który stara się nie dopuścić do odejścia nowych pieniędzy od połknięcia go w całości.

Fani Tottenhamu nie chcą tu być. Jest w środku miejskich nieużytków, parking kosztuje fortunę, a zgiełk w godzinach szczytu na Metropolitan Line jest barbarzyński. Przede wszystkim nie jest to w pobliżu Tottenhamu. Parking praktycznie nie istnieje, Victoria Line to tylko nieznaczna poprawa na Metropolitan i wciąż jest miejskim pustkowiem. Ale to ich pustkowie.

Gracze Tottenham nie chcą tu być. W przypadku wszystkich, oprócz największych gier, w pustych fotelach słychać szum, który wysysa atmosferę z miejsca, gdy szalejesz po boisku, który wygląda tak, jakby był używany do wypasu. Mauricio Pochettino nie chce tu być. Nawet FA próbowała go sprzedać.

Tottenham miał tylko tyle, by utrzymać nadzieję na Ligę Mistrzów (EPA)

A jednak tutaj wszyscy byli na razie przejściowym domem dla zespołu przejściowego, który walczył z beznadziejną bitwą. Przynajmniej równanie było dość proste dla Tottenham: przegrać Inter Mediolan i nie było ich. Narysuj, a oni wyszli. Wygraj, a jeśli nie mogą wyciągnąć cudu z Obozu Nou, prawdopodobnie nadal są poza domem.

Mimo to Tottenham rozpoczął swoje zadanie z vimem i wigorem. Grali znacznie lepszą piłkę nożną, mieli większość posiadania, lepsze szanse, a jednak gra nie chciała zerwać z wzorcem trzymania. Mnóstwo obiecujących półotwartych, dziwny strzał z dystansu. Ale nie duża szansa, nie złoty korytarz, a nie zabójczy cios. W jakiś sposób wydawało się, że czas ucieka, że ​​przemysł Tottenhamu czuł się trochę zmęczony, że przede wszystkim muszą poruszać się znacznie szybciej.

To była przyzwoita metafora, w której Spurs są klubami. Ich wzrost w ciągu ostatnich kilku lat był niesamowicie prawdziwy. Im bliżej szczytu, tym bardziej rozrzedzone powietrze, im większe marginesy, tym surowsze są wyroki, tym krótsza cierpliwość. Postęp przychodzi tylko w najbardziej malutkich i bolesnych krokach. Czasem wydaje się, że Spurs są na bieżni ustawionej na najwyższą prędkość, biegnąc z wściekłością, aby pozostać tam, gdzie są.

Wielu ludzi wierzy, że teraz lub nigdy nie ma Tottenhamu. Im dłużej będą czekać na jedną z wielkich nagród, kolejne finansowe gigantki angielskiego futbolu znikną na odległość. Znowu mówili, że trzy sezony temu, kiedy rozwalili tytuł przeciwko Leicester. To była ich szansa. Mówili to również dwa sezony temu, kiedy zostali oszukani przez Chelsea. Mówili to w tym sezonie.

chrześcijanin Eriksen strzelił z ławki, aby utrzymać Tottenham w konkurencji (PA)

A jednak, tutaj byli, na razie: nieskończenie optymistyczni, nieskończenie cierpliwi. Lloris do Alderweireld. Wróć do Lloris. Lloris do Aurier. Aurier do Winks. Przez cały czas pracując nad piłką, cały czas ciężko pracując, cały czas badając zespół Interu Mediolan, nastawiony specjalnie, by im przeszkodzić. Jan Vertonghen trącił piłkę z czterech metrów. Sen Tottenham zaczął rozpływać się w wilgotną noc.

Ale potem, cierpliwie biegając całą noc, Moussa Sissoko zobaczył otwór. I w jednej chwili przejechał przez nią, aw innym momencie obrona Interu została rozcięta, a w innej piłce był u stóp Dele Alli, i choć mógł sam strzelić, też czekał jeszcze chwilę, widząc Christiana Eriksena poza nim zmierza w nieoznaczoną pozycję. A w czasie, gdy piłka musiała delikatnie marszczyć w tył Interu, poprzednie 79 minut stopniało. Jeszcze raz, nieskończony optymizm Tottenham i nieskończona cierpliwość się opłaciły.

Podążanie za tym klubem może czasem wydawać się czymś w rodzaju próby. Za całą wystawną piłkę nożną, za wszystkie naprawdę fascynujące postacie, za wszystkie emocje związane z jazdą, fani Spurów muszą mieć trudności z zachwianiem poczucia, że ​​podróżują bez groźby przybycia. Nadchodzą wielkie testy. A jednak, gdy gwizdek wiał na pełen etat, raz jeszcze Wembley – dwie trzecie pełne, a nie trzecie puste – puchło z wiarą. Arsenal w ten weekend? Bryza. Barcelona w obozie Nou? Przynieś je. Kiedy nagroda jest tak duża, w końcu wystarczy tylko rzut oka.

Śledź niezależny sport na Instagramie, aby obejrzeć najlepsze zdjęcia, filmy i opowiadania z całego świata sportu.

.



Source link