Koronawirus: Dlaczego obawy związane z pandemią strąciły 3 tryliony dolarów z globalnych rynków akcji?

Koronawirus: Dlaczego obawy związane z pandemią strąciły 3 tryliony dolarów z globalnych rynków akcji?

[ad_1]

Rynki finansowe nagle spanikowały z powodu rozprzestrzeniania się Internetu koronawirus z Chin i perspektywa pandemii choroby.

Ceny akcji spółek giełdowych na całym świecie spadają od początku tygodnia.

Szacuje się, że około 3 trylionów dolarów (2,3 biliona funtów) zostało zmiecionych z wartości firm w ciągu ostatnich czterech dni.


Rynki są na granicy tzw. „Korekty” – gdzie ześlizgują się o ponad 10 procent od swoich ostatnich szczytów.

Dlaczego tak się dzieje? Czego dokładnie obawiają się inwestorzy, jeśli Covid-19 stanie się pandemią?

I dlaczego ta wyprzedaż się dzieje dopiero teraz, skoro media są pełne doniesień o rozprzestrzenianiu się koronawirusa od tygodni?

Które rynki akcji najbardziej spadły?

Indeks FTSE 100 w Wielkiej Brytanii, zdominowany przez międzynarodowe koncerny osiągające przychody z całego świata, spadł w tym tygodniu o ponad 6 procent.

W całej Europie akcje dużych firm były w środę niższe o około 9 procent w ciągu ostatnich czterech sesji handlowych.

Zapasy spadają przez cały tydzień w Chinach, Korei, Japonii i Hongkongu.

Duże giełdy w USA – S & P500 i indeks Dow Jones – również spadły w ostatnich dniach o ponad 5 procent.

Reuters Eikon

Tymczasem tradycyjne globalne aktywa bezpiecznej przystani, takie jak obligacje rządowe USA i złoto, zyskały na wartości.

Międzynarodowa cena ropy naftowej również spadła, spadając poniżej 50 USD za baryłkę, najniższej od roku.

Dlaczego handlowcy sprzedają akcje?

Zasadniczo dlatego, że uważają, że ekonomiczny wpływ wirusa może być znacznie poważniejszy, niż wcześniej sądzili

Chiny, druga co do wielkości gospodarka na świecie, miały odpowiadać za około jedną trzecią światowego wzrostu w 2020 r.

Wielu analityków przewiduje, że zakłócenie gospodarki obniży tempo wzrostu w Chinach (wcześniej około 6 procent) o co najmniej 1 punkt procentowy, co automatycznie wpłynie na globalny wzrost, a pośrednio na globalne przychody i zyski przedsiębiorstw.

Wolniejszy globalny wzrost prawdopodobnie ograniczy również globalny popyt na ropę.

Istnieje również szczególny problem związany z tym, że Chiny są istotnym ogniwem w transgranicznych łańcuchach dostaw wielu firm, zwłaszcza tych technologicznych.

Potem jest podróż. Jeśli ludzie będą mniej przekraczać granice ze względu na obawy przed wirusem, warto spodziewać się cierpienia linii lotniczych i biur podróży.

Firmy technologiczne, linie lotnicze i firmy energetyczne rzeczywiście znalazły się w tym tygodniu wśród największych ofiar rynku.

Ale dlaczego to się teraz dzieje?

Rynki finansowe powinny być wybiegające w przyszłość, więc wydaje się dość dziwne, że tak późno nad ranem powinny zareagować na ekonomiczne zagrożenia związane z wirusem.

Tym, co wywołało wyprzedaż w tym tygodniu, były doniesienia, że ​​we Włoszech doszło do wybuchu wirusa i że rząd podjął działania kwarantanny w prawie kilkunastu miastach w przemysłowej północy kraju.

Wydawało się to sygnalizować handlowcom, że wirus naprawdę stał się teraz problemem poza Chinami – i że miałby bezpośredni wpływ gospodarczy na Europę.

Zdolność europejskiego systemu podróży bez czeku (znanego jako Schengen) do szybszego rozprzestrzeniania się wirusa również, jak twierdzą niektórzy, przyczyniła się do wzrostu niepokoju.

„Oczywiście w strefach Schengen coraz trudniej jest izolować całe regiony i kraje” – mówi Simon French z maklera giełdowego Panmure Gordon.

Czy to naprawdę zakres wyjaśnień?

Wielu analityków twierdzi, że samozadowolenie jest podstawową przyczyną późnej reakcji rynku.

Nouriel Roubini ze Stern School of Business mówi, że wielu kupców „oszukiwało” siebie, że epidemia ograniczy się do Chin i że chociaż rozwój tego kraju ucierpi na początku roku, szybko się odrodzi.

Twierdzi także, że rynki zbyt mocno wierzą w zdolność decydentów na całym świecie do usunięcia szkód poprzez obniżenie stóp procentowych lub zwiększenie wydatków publicznych.

Pan Roubini, czasem znany jako „Dr Doom” ze względu na swoje pesymistyczne nastawienie argumentuje, w Financial Times artykuł, że handlowcy wciąż nie zrozumieli skali problemu.

„Mimo dużej wyprzedaży w tym tygodniu na rynkach akcji najgorsze jeszcze przed nami”, mówi.

.

[ad_2]

Source link