Bomba NASA: Jak Voyager odkrył „niespodziankę” podczas sondowania odległego księżyca | Nauka | Aktualności

Bomba NASA: Jak Voyager odkrył „niespodziankę” podczas sondowania odległego księżyca | Nauka | Aktualności

[ad_1]

W 1977 r. NASA uruchomił swój program Voyager, aby użyć dwóch sond robotycznych – Voyager 1 i Voyager 2 do badania zewnętrznego Układu Słonecznego. Naukowcy obliczyli datę rzadkiego zjawiska, które oznaczało, że wszystkie planety najbardziej oddalone od Słońca były idealnie wyrównane. Pozwoliło to sondom Voyagera sondować, by przelatywać przez przestrzeń z prędkością węzłów, ciągnięty przez grawitację planet.

Voyager 2 dotarł do Jowisza w niespełna dwa lata, zanim został wyrzucony w głąb kosmosu przez duże przyciąganie grawitacyjne.

Brian Cox ujawnił podczas swojego serialu BBC „The Planets”, w jaki sposób ogromna planeta dała mu ostatni impuls, odwiedzając księżyce Neptuna.

Powiedział w zeszłym miesiącu: „Voyager 2 prawie zakończył wielką wycieczkę po Układzie Słonecznym.

„Zanim jednak zaczęła swoją samotną podróż do przestrzeni międzygwiezdnej, miała jeszcze jeden świat do odwiedzenia.

Tryton, rozległy Księżyc pokryty połyskiem zamrożonego azotu.

„Spodziewaliśmy się, że będzie to cichy, nieruchomy świat, ale Voyager znalazł się po raz ostatni.”

Dr Cox ujawnił, jak NASA została oszołomiona tym, co odkryła ich sonda.

Dodał: „Kiedy przyjechał Voyager, widzieliśmy aktywność geologiczną na tym zamarzniętym świecie, widzieliśmy gejzery wynurzające się w przestrzeń o wysokości ośmiu kilometrów.

„Następnie przenieśli ciemny materiał 100 km pod wiatr.

„Teraz kluczem do zrozumienia, jaki proces spowodował te erupcje, było to, że zauważyliśmy, że gejzery mają tendencję do erupcji w miejscu na powierzchni Tritona poniżej słabego Słońca, nawet jeśli jest to miliardy kilometrów.

„To, co dzieje się w słońcu, pada na cienką warstwę lodu azotowego, przechodząc i podgrzewając warstwę ciemniejszych cząstek o metr poniżej powierzchni”.

Dr Cox wyjaśnił, w jaki sposób zjawisko powoduje, że gejzery wyrzucają gaz z powierzchni.

Kontynuował: „Różnica wynosząca zaledwie cztery stopnie Celsjusza wystarczy, by ciepło promieniowało i odparowywało zamrożony azot, tworząc gaz.

„Ten gaz jest pod ciśnieniem i ostatecznie przebija się przez lód azotowy niosący te ciemne cząsteczki i wytwarzający gejzery Trytona.

„W najdalszych zakątkach Układu Słonecznego słabe światło Słońca wciąż wystarcza, by zasilić najbardziej odległe cuda geologiczne”.

Dr Cox ujawnił również podczas tej samej serii, jak Voyager badał Urana.

Powiedział: „Prawie dziewięć lat po opuszczeniu Ziemi Voyager zbliżył się do zupełnie nowej klasy planet.

„Podobnie jak Jowisz i Saturn, górna atmosfera planety składa się głównie z wirującego wodoru i helu.

„Ukryty pod powierzchnią leży egzotyczna, lodowata mieszanka metanu, amoniaku i wody.

„Ale w przeciwieństwie do innych gigantów gazowych, Uran jest niemal pozbawiony cech”.

Doktor Cox wyjaśnił, dlaczego Uran był jak nic, co NASA widziała wcześniej.

Dodał: „Przez cały czas, gdy Voyager wpatrywał się w planetę, widział dziesięć formacji chmur.

„I wkrótce odkryliśmy dlaczego.

„Uran, w -224C to najzimniejsza planeta w Układzie Słonecznym – pierwszy z lodowych olbrzymów – w stałym stanie głębokiego zamrożenia.

„Voyager spędził zaledwie sześć godzin z Uranem i gdy jego spojrzenie rozszerzyło się, zajęło cały system”.

[ad_2]

Source link