Nobuyuki Tsujii w Southbank Centre, Londyn, recenzja: Niezwykła wydajność według wszelkich standardów

Nobuyuki Tsujii w Southbank Centre, Londyn, recenzja: Niezwykła wydajność według wszelkich standardów



Nobuyuki Tsujii urodził się ślepy 30 lat temu, ale fenomenalny talent muzyczny sprawił, że wygrał każdą nagrodę w Japonii, zanim osiągnął swoją apoteozę dzięki wspólnej wygranej w konkursie Van Cliburna w 2009 roku. Na odwrocie tego, i pomimo jego upośledzenie, zbudował świetną karierę jako artysta nagrywający i – coraz częściej – jako recitalista.

Koncertował w Londynie, za każdym razem przechodząc z powodzeniem, ale zawsze czułem potrzebę zrobienia kilku dodatków. W swoim recitalu z Southbanku wybrał program, którego pierwsza połowa testowała jego kunszt do granic możliwości, a jego wirtuozowata druga połowa pozostawiłaby go okrutnie odsłoniętego, gdyby wpadł w setki technicznych pułapek, które muzyka Chopina rozlewała mu na jego drodze.

Kilkakrotnie pogłaskał klawiaturę od końca do końca, kompulsywnie polerując ją chusteczką, mierząc odległość do skoku i kołysząc się cicho w tę iz powrotem na swoim stołku. Ale to nie było nerwy: to był jego sposób na poznanie intymnej geografii terenu, na którym miał występować.

Eric Satie "Trois Gymnopedies" to zwodnicze dzieło, którego pozorna prostota kryje w sobie wymóg, by nuty były ważone z wielką subtelnością: pierwsza miała mierzoną łaskę, druga – barwę smutku, a trzecia śpiewała słodko. Pierwszy zestaw "Obrazów" Debussy'ego znalazł się na przeciwległym końcu skali pod względem złożoności, i tutaj także triumfował pozornie bez wysiłku, podobnie jak w przypadku sonaty "Piano Sonatine" Ravela, która nastąpiła później.

Ale jego wykonanie czterech "Scherzów" Chopina było elektryzujące, rzadko słyszałem te demonicznie trudne utwory grane z taką chłodną kontrolą, albo z uchem tak dobrze dostrojonym do ich piękna, ręce Tsujii są małe, ale udało mu się gigantyczne garści zauważa z nonszalancką łatwością, podbijając publiczność – dziewięćdziesiąt procent Japończyków, którzy przybyli, by wesprzeć swojego chłopca – w szaleństwo podekscytowania. Trzy enklawy zakończyły zaklęcie: "Clair de Lune", potem burzliwe porwanie jazzu, a wreszcie liryczna "Etiuda" – niezwykłe wykonanie według wszelkich standardów: miejmy nadzieję, że wkrótce wróci.

.



Source link