Harry Maguire z Leicester zwalnia tytuł Premierowy Liverpoolu

Harry Maguire z Leicester zwalnia tytuł Premierowy Liverpoolu



Łysą faktem jest to, że Liverpool zwiększył przewagę na szczycie tabeli, ale szersze emocje na Anfield nie odzwierciedlały tego. Wyciszony odbiór gwizdka w pełnym wymiarze godzin powiedział tak samo.

Stało się tak dlatego, że ten frustrujący remis 1-1 z Leicester City dał Manchesterowi City najmniejszą liczbę powtórzeń po wtorkowej porażce 2: 1 z Newcastle United, a nieodłącznym elementem nocy było obawy, czy może to okazać się kosztowne w dłuższej perspektywie.

Ostatecznie Jurgen Klopp nie zdołał odepchnąć młota i zmiażdżyć City i Leicestera, ponieważ po raz pierwszy w tym sezonie nie udało im się pokonać drużyny spoza szóstki.

Były czasy – jak w przypadku dwóch pominiętych opiekunów Leicester – kiedy mogło być gorzej, ale Liverpool również miał dwie wielkie decyzje przeciwko nim. Jest też druga strona tej statystyki. Rzeczywistość jest taka, że ​​bieg przeciwko "innym 14" nigdy nie będzie trwały, a kropla taka jak ta zawsze nadejdzie w pewnym momencie.

Prawdziwym testem ich referencji będzie teraz odpowiedź na nie. Najbardziej zatrważającą częścią tej gry było to, że nie zareagowały dobrze na swój dobry początek. Jasne, strzelec bramki, Harry Maguire, mógł mieć szczęście być nawet na boisku w momencie uderzenia, ale są to momenty, w których mistrzowie muszą się dostosować i reagować, i dlaczego liga jest taką miarą odporności. Nie można powiedzieć, że Leicester nie zasłużył na remis. Podobnie jak w przypadku City we wtorek, Liverpool prowadził niedorzecznie wcześnie i śmiesznie łatwo, a potem znalazł tę jedną z najtrudniejszych gier, w które zagra.

Stało się to prawdziwą bitwą, nawet jeśli nie wydawało się, że będzie to 19 minut, a co dopiero dwa.

Liverpool nie mógł odnieść większego sukcesu, a to nie tylko dlatego, że poszli naprzód, ale także w sposób, w jaki się to stało. Może wykończenie Sadio Mane mogło być spektakularne, ale trudno byłoby spierać się o coś tak precyzyjnego po 30-minutowym ruchu. Tuż przed nim nastąpił także rozkwit Roberto Firmino. Chociaż było to tak intencjonalnie celowe, fakt, że Leicester do tej pory go nie dotknął, nie był i nie dostali zbyt dużo przez następne 20 minut.

Liverpool początkowo podążał śladem znakomitego oblężenia, ale nie wykonali go innym celem. I właśnie wtedy brak piłki Leicestera stał się dla nich zaletą. Ponieważ, chociaż gra się rozstrzygnęła, Liverpool nie. To było tak, jakby niezdolność do zdobycia tego drugiego celu zaczęła się do nich docierać, podobnie jak wszystkie ataki Leicester.

Sadio Mane umieścił Liverpool z przodu (Liverpool FC przez Getty)

Podczas gdy drużyna Claude'a Puel nie celnie walczyła z bramką Alissona, Liverpool wyglądał dziwnie nerwowo z każdym wypadem do przodu.

To doprowadziło do okrutnej ucieczki od Jamesa Maddisona, a także faktu, że ewentualny cel Leicestera nie był zaskoczeniem. Było to konsekwencją dziwnego niechlujstwa w samym centrum Liverpoolu, ponieważ Harry Maguire pozostał wolny i nie wykorzystał rzutu wolnego.

Klopp mógłby twierdzić, że częściowo zależało to od niechęci sędziego Martina Atkinsona, ponieważ Maguire zaledwie kilka minut wcześniej złapał Mohameda Salaha.

Minuty po przerwie Liverpool powinien był ukarać, gdy Ricardo Pereira zabrał Naby Keitę spod nóg tuż przed strzeleniem.

Harry Maguire narysował poziom Leicester (AFP / Getty)

Liverpool mógł zasadnie czuć się pogrążony w żałobie, ale równie ważnym problemem było to, że nie był to jedyny moment, w którym Keita przeszła, a te upadki rzadko pochodziły z fauli. Dla gracza, który wcześniej był tak mocny, znów wyglądał trochę krucho, ale było to niemal odzwierciedleniem całego zespołu przez większość tej gry.

Liverpool zmagał się z wolą Leicester, by dać im w posiadanie, częściowo ze względu na to, jak bardzo chcieli oni również nagle zerwać z przerwą.

Jamie Vardy i Pereira prawie złapali ich ponownie w drugiej połowie.

Czy to będzie jedna z tych nocy? Albo jeden z tych późnych goli w klasycznym tytule?

Napięcie ostatnich piętnastu minut zostało tylko napięte przez to, jak nieustępliwi Leicester bronią teraz, jak niespokojni Liverpool wyglądał teraz na ataki. Byli szybcy, ale nie we właściwy sposób. Byli tutaj spieszeni, podczas gdy w podobnych sytuacjach w ostatnich grach byli nieokiełznani.

Można to podsumować wysiłkami, takimi jak spekulatywna salwa długiego dystansu Andy'ego Robertsona, ale sposób, w jaki grał, oznaczał, że coś takiego będzie potrzebne.

To nie przyszło.

To była jedna z tych nocy.

Prawdziwym testem dla Liverpoolu jest upewnienie się, że odgrywa on rolę w ostatecznym zapobieganiu temu, że jest w tym sezonie.

Bądź na bieżąco ze wszystkimi najnowszymi wiadomościami transferowymi, plotkami i rozwiązaniami w całym oknie stycznia

.



Source link